Pokazywanie postów oznaczonych etykietą netflix. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą netflix. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 marca 2020

Manga update #1.2 — Citrus, Boruto i inne

Druga część manga update. Poprzednią znajdziecie TUTAJ.

5. Yona w blasku świtu (Akatsuki no Yona)


Przyznam szczerze, że anime oglądałam bardzo dawno temu (chyba, jak jeszcze wychodziło). Czytając ten tom nie byłam pewna czy skończyłam czytać poprzedni i miałam lekki mętlik w tym, co obecnie się dzieje. Po odnalezieniu Niebieskiego Smoka trzeba było wyruszyć na poszukiwania kolejnego — Zielonego. Jak w przypadku Białego i Niebieskiego było łatwo przekonać ich do podróży z naszą główną bohaterką i jej świtą, tak w przypadku Jea-Ha'y (przepraszam, jeżeli coś źle odmieniam) już nie było tak prosto. Pomimo tego, że Smoki mają zakodowane, że powinny pomagać swojemu władcy, Jea-Ha ma kompletnie inne plany. Z pomocą przychodzi nam kapitan piratów, która pomimo lekkiej niechęci do Yony, która nic nie wnosi do jej statku, przyjmuje bandę czerwonowłosej i razem ruszają ratować kobiety przeznaczone na sprzedaż.
Lubię Yonę za jej prostotę, a zarazem za to, jak pokazuje uczucia bohaterów, którzy zmagają się ze swoim być albo nie być. No i oczywiście za różnorodność bohaterów. Nikogo nie powinno dziwić, że uwielbiam Haka za to, jaki jest w stosunku do Yony — często z niej drwi, ale równocześnie zrobiłby dla niej dosłownie wszystko. Uwielbiam też uroczą stronę Niebieskiego Smoka (przez niego też kupiłam preorder tej mangi dla ślicznej pocztówki), który w ciszy obserwuje i odzywa się tylko wtedy, kiedy musi. Ten jego spokój jest w pewnym sensie stabilizatorem reszty bohaterów, którzy chyba nie wiedzą, co to cisza i spokojne przekazywanie swojego zdania. No cóż, tomik skupiał się tylko na akcji z ziołem, które Yona musiała zdobyć, aby dostać się na statek oraz ze zniewolonymi kobietami. Nie wiemy, jak się to skończyło, gdyż akcja będzie kontynuowana w następnym tomiku. Ogółem oceniam 6. tom pozytywnie. Jak już wspominałam, lubię tę serię od bardzo dawna. Po obejrzeniu anime zaczęłam czytać mangę na internecie, ale przerwałam chwilę po pojawieniu się Zeno. Gdy dowiedziałam się, że będzie wydawana w Polsce, stwierdziłam, że skusze się na nią.


6. Kakegurui


Ach, tomik 3. i 4. to miód dla moich oczu. Pomimo dostępności anime na Netflixie nie obejrzałam go, gdyż zaczęłam od mangi. Zapewne obejrzę je dopiero po przeczytaniu mangi do odpowiedniego momentu. Co lubię w tej mandze? Oczywiście hazard! A raczej to, jak akademia do niego podchodzi. Każda z postaci ma swój indywidualny charakter, historię, metody i osoby wątek. To mi bardzo przypomina Akuma no Riddle, gdzie była podobna sytuacja — każdy z odcinków to inny przeciwnik. Podobnie ma się z Kakegurui, gdzie każdy z tomów pokazuje coś innego. Tym razem Yumeko miała do czynienia z masochistką i idolką. No powiem szczerze fajne połączenie. Jednak żeby nie było tak pięknie, coś mi nie pasowało. Ja wiem, że to tylko manga, jednak z deka denerwuje mnie ta przenikliwość Yumeko, która dostrzega dosłownie wszystko i jest kilka kroków przed przeciwnikiem. Oczywiście nasza bohaterka też opiera się na instynkcie i domysłach, jednak motyw z aż takim zaufaniem do Suzui'a może z deka dekoncentrować czytelnika tak jak mnie. Pomijając już to, osobiście Jabami bardzo mnie zainteresowała. Jej inteligencja i nieszablonowy charakter sprawia, że chce się to czytać. Oprócz tego manga sprawia, że czasami muszę pomyśleć, więc odprężenie się i czytanie Kakegurui nie idzie u mnie w parze.
Trzeci tom był dla mnie okej, dowiadujemy się z niego kilku ciekawych rzeczy. No i relacja pomiędzy Mary a przewodniczącą jest napisana dziwnie, ale zarazem intrygująco. Jestem ciekawa, jak się w ogóle rozwinie cała sprawa z przewodniczącą i całym samorządem (btw, co Japończycy mają z tym że w mangach wszystko spada na uczniów? Gdzie nauczyciele?).
Czwarty tom to akcja z Idolką Yumemi Yumemite — typiarą, którą miałam ochotę udusić minimum kilka razy przez cały tomik. Jakoś nigdy nie lubiłam idolek i to się raczej nie zmieni. Jeszcze zachowanie samej Yumemite jest tak mocno irytujące, że, nie ukrywam, rzuciłam w pewnym momencie tomikiem o ścianę. Sytuacja miała miejsce, kiedy przyznaje się do tego, że nienawidzi spoconych fanów z jej fanklubu. No szlag mnie trafia, kiedy to czytam. Jak nie chcesz czegoś takiego, to im to powiedz. Jak cię kochają, to się posłuchają! Jednakże przyznaję, że Yumemi ma łeb, jeżeli chodzi o hazard. Postawić swoją przyszłość na szali w rozgrywce z wariatką? To jest dopiero wyzwanie! Pomimo tego, że manga jest dość przewidywalna, lubię ją czytać dla tej adrenaliny. Tak, przyznaję się, że czytając Kakegurui poziom adrenaliny w moim organizmie wzrasta, a tym samym endorfiny. Nie wiem dlaczego tak jest, ale lubię motyw hazardu, w dodatku tak ciekawie wplątanego w całą fabułę i nie tak monotonnego, jak zwykły poker czy black jack. Ogółem wszystkie kategorie ze starcia z Yumemite podobały mi się, jednak nie jestem zadowolona z zakończenia, gdzie fani Yumemi mimo wszystko pozostali przy niej. No przepraszam, ale ja po takim czymś zastanowiłabym się dwa razy kogo wspieram. Chyba że ci ludzie nie mają mózgów lub są zbyt zaślepieni jej osobą.
Tyle na temat Kakegurui. Czekam na następny tom i mam nadzieję, że autor dostarczy jeszcze więcej emocji.

7. Citrus


Citrus to jedna z pierwszych mang, jakie zaczęłam czytać na internecie. Miałam do niej wielki sentyment i pomimo tego, że oglądałam anime i już dawno miałam przeczytane obecne wydarzenia, i tak kontynuuje kupowanie tej mangi. Obecnie na celowniku miałam 7. tom.
Choć Citrus to w moich oczach manga dość abstrakcyjna posiadająca swoje wady i zalety, wciąga czytelnika w zaskakujący sposób. Sama "zakazana" relacja pomiędzy siostrami jest już wystarczająco dziwna, ale przecież nie są złączone krwią, czyż nie? Tomik 7. to dalszy rozwój relacji Yuzu i Mei, które przeszły już do następnej fazy, choć dalej ukrywają swój związek. Ciekawym zagraniem ze strony twórców jest niezaprzeczalnie rozwój charakteru Mei, która od pierwszego tomu zmieniła się niemal nie do poznania, a to wszystko przez wpływ Yuzu. Ten tom wprowadza również nową postać, raczej epizodyczną, która przynosi dodatkową akcję w idealnym świecie dziewcząt. Suzuran Shiraho to dziewczyna o przenikliwym wzroku i niecodziennym zainteresowaniem. Przez swoje obserwacje potrafi uchwycić niewiarygodne rzeczy, o których nie mają pojęcia nawet sami zainteresowani. Saburouta (autorka) korzysta ze standardów romansów i ponownie pokazuje, jak cudowna jest miłość od pierwszego wejrzenia (nie, nadal w nią nie wierzę). Shiraho zakochuje się w Mei, a raczej w jej obliczu, które pokazuje przed całym światem. Co prawda Mei zaczęła się już zmieniać jakiś czas temu, jednak swoją "lepszą" stronę pokazuje nadal tylko w towarzystwie Yuzu. Podobał mi się pomysł festiwalu i wydarzeń, które tam się odbywały. Nie ukrywam, że widok Mei w yukacie przyprawił mnie o zawał serca, a do tego związane włosy... czysty majstersztyk (dodając do tego przepiękną kreskę Saburouty). A wracając jeszcze do Shiraho, podoba mi się jej relacja z Yuzu. Pomimo tego, że dostała kosza od Mei, zaprzyjaźnia się ze starszą Aiharą i chce jej pomóc w uzyskaniu większej ilości czasu, który mogłaby poświęcić na budowanie coraz to mocniejszej więzi z Mei (nie wspominałam o tym, ale Yuzu i Shiraho poznały się na szkole letniej). 
Tomik oceniam pozytywnie i nie mogę uwierzyć, że manga zbliża się powoli do końca (no jeszcze 3 tomiki, ale to i tak małooo). 


8. Boruto


Ostatnią mangą na liście jest 8. tom Boruto. Przyznam szczerze, że z samego początku skazywałam całą serię Boruto na porażkę, ze względu na uprzedzenia, co do kontynuacji świetnych serii, jednakże po kilku pierwszych tomach zmieniłam swoje zdanie i uważam następcę Naruto za coś udanego. 
Ósmy tom rozkręca akcję z Łuską. Dowiadujemy się nieco więcej, czym jest Karma i o przeszłości Kawakiego. Dobrym posunięciem twórców jest ogarnianie nowego bohatera całej serii i pokazywanie jego relacji z Naruto i Boruto. Wątek Łuski ma duży potencjał i nie jest ważne to, że z deka przypomina Orochimaru. Dzięki niemu dostajemy dawkę nowych bohaterów oraz pokaz nowej technologii, jaka nastała w erze powojennej. Jeżeli chodzi o nowych bohaterów — odkąd zobaczyłam Kojiego Kashina, nie mogę przestać myśleć o tym, że nasz ukochany Jiraya zostawił po sobie dzieciaka. Możliwe, że to tylko specjalny zabieg twórców, że Kashin jest bardzo podobny do legendarnego sanina, jednak może być też tak, że to naprawdę syn Jirayii, co by wyjaśniało to, że mógł się na spokojnie przedostać do Konohy, omijając zabezpieczenia rodu Yamanaka. 
Jedną z rzeczy, która bardzo mi się spodobała jest relacja między Kawakim, a Naruto. Uzumaki już w swojej serii miał dar przekonywania i sprowadzania złych na dobrą drogę, ale jego tajemna moc jest również ukazana w serii swojego syna. Widać jednocześnie, że Naruto naprawdę dojrzał (no w końcu jest po trzydziestce) i był doskonałym wyborem na 7. Hokage. 
Wspomniałam wcześniej o nowych technologiach. Nie podoba mi się to, że Naruto z genialnego shinobi został ukazany jako bezradny dzieciak, który nie może poradzić sobie z jednym przeciwnikiem. Pamiętamy, jak walczył z Sasuke, jednym z najpotężniejszych ninja w świecie Naruto, a tutaj dostajemy walkę pomiędzy Naruto a Deltą i najwyraźniej to posiadaczka zaawansowanego sprzętu dominuje. 
Pomijając ten szczegół, jestem zadowolona z tomiku i mam nadzieję na większy rozwój historii organizacji i na dalsze ćwiczenia nad Karmą (oraz mocniejsze wyjaśnienia czym tak właściwie to jest).


To już na tyle z manga update. Mam nadzieję, że przypadł wam do gustu. Postaram się robić takie coś częściej niż raz na kilka lat. 
Do usłyszenia w następnych postach!

PS.: W BIBLIOTECZCE pojawiły się zdjęcia mojej obecnej kolekcji. 

niedziela, 21 października 2018

Co obejrzałam w ostatnich miesiącach? [CZĘŚĆ 2.1 - SERIALE]

Przechodzimy już do kolejnego posta, z serii "Co obejrzałam...". Jak widzicie po tytule, ten również został podzielony, ale spokojnie! To nie przez to, że będzie jakoś bardzo długi. W sumie seriali obejrzałam naprawdę baaardzo mało. Post podzieliłam, ze względu na zbliżającą się serię postów, a późniejsza część ma z nim wiele wspólnego.

No to co? Chyba czas zaczynać!


1. Orange is the new black



Gdy tylko dostałam dostęp do Netflixa, pierwsze co zrobiłam to zaczęłam oglądać ten właśnie serial. Z początku nawet nie wiedziałam o co w nim chodzi, co będzie się działo, ani nie znałam żadnej aktorki, która w nim występuje. Po prostu polecało mi go bardzo dużo osób, więc stwierdziałam "Hej! To tylko 6 sezonów, nie jest źle!". Tak... To był chyba mój rekord w oglądaniu czegokolwiek, gdyż wszystkie te sezony obejrzałam w, uwaga, niecały tydzień. Serial był tak niesamowity, że nie mogłam się od niego oderwać. Jednakże teraz tego żałuję, gdyż na sezon siódmy muszę czekać do przyszłego roku, a wiecie, że do cierpliwych osób nie należę.
Zacznijmy więc od początku.
Sezon pierwszy: Na początku dowiadujemy się, że główna bohaterka, którą jest Piper Chapman(Taylor Schilling), dostała wyrok na piętnaście miesięcy (jeżeli dobrze pamiętam) i postanowiła samowolnie zgłosić się do więzienia. Nie powiem, pierwsze odcinki czasami mocno mnie irytowały ze względu na samą postać Piper. Zresztą, co tu dużo mówić, jej zachowanie w kwestii innej bohaterki więzienia, Alex Vause (Laura Prepon) też nie było moim zdaniem okej. Wnioskuję to po przebitkach z przeszłości tych bohaterek, gdyż obie panie były związane ze sobą silnym uczuciem, co serial mocno zaznacza. Ogółem na wprowadzenie bardzo podobał mi się klimat całego więzienia, pracy więźniarek, zachowań strażników. Jak dobrze pamiętam to serial jest oparty na książce byłej więźniarki - postać Piper Chapman jest na niej wzorowana.
Już nie pamiętam dokładnie co się działo w pierwszym sezonie, ale wiem, że bardzo mi się podobał. Gdyby tak nie było, pewnie zaraz porzuciłabym cały serial i nie doszła do odpowiednich wniosków po obejrzeniu kolejnych.
Sezon drugi: Tutaj początek trochę mnie jednak usypiał, jednak na szczęście po kilku dniach w innym więzieniu, trafiliśmy z powrotem do Lichfield. Dostajemy nowe perypetie bohaterek i ponownie przestajemy się nudzić. Jednak to, na co zwracamy uwagę to problemy Alex i znowu zachowanie Piper. Wiem, że nie mówię o innych postaciach, ale tak jakoś najbardziej zwracałam uwagę na wątek Chapman i Vause, gdyż to one były w pewnym stopniu najciekawsze.

Stwierdziłam jednak, że nie będę opisywać każdego sezonu, gdyż nie pamiętam ich dokładnie, ale mniej więcej powiem ogólną opinię żeby też nie przedłużać.
Ogółem serial naprawdę mi się podobał, za wyjątkiem sezonu piątego. Był on moim zdaniem niesamowicie przeciągany, mdły i w porównaniu do reszty sezonów, mało miał wspólnego z tym więziennym klimatem, do którego twórcy nas przyzwyczaili. Powiem, że nie raz płakałam, ale i nie raz byłam wściekła na niektóre bohaterki. Jedną z tych, które tak bardzo mnie irytowały to oczywiście Piper Chapman. Poczuła się w pewnym momencie zbyt pewnie, a jej interesy szlag strzelił. To właśnie ta jej pewność siebie, bawienie się w "mafiozę" i odtrącanie dobrych rad Alex sprawiało, że nie mogłam już w pewnym momencie patrzeć na ten komiczny uśmiech Taylor Schilling, która aktorką nie jest znowu najlepszą, a przynajmniej moim zdaniem. Jej mimika ma sporo defektów, nad którymi ciężko jej zapanować, ale w sumie po tym, jak szósty sezon ją ostudził, chyba przekonywałam się do niej.
Mówiłam, że tym razem będzie krótko, no i macie krótko.

2. Orphan Black


Obejrzane to za dużo powiedziane. Nadal stoję chyba przy 7 odcinku 1 sezonu i jakoś nie chce mi się zabrać za to dalej (ale z pewnością to obejrzę!). Serial ogółem bardzo mi się spodobał ze względu na bardzo dobrą grę głównej bohaterki, której imienia sobie nie przypomnę, a researchu nie chce mi się robić (komputer odwala czasami takie rzeczy, że powrót do tej strony mógłby mi zająć wieczność, a ja nie wyrobiłabym się z napisaniem końcówki tego posta, a później w napisaniu kolejnego).
Oprócz tego klimat OB spodobał mi się na tyle, że ciągle wracam do niego wspomnieniami i zastanawiam się kiedy porzucę obecnie oglądaną serię i zacznę kończyć poprzednio zaczętą.

3.Arrow


Moja historia z Arrowem tak naprawdę zaczęła się dawno, dawno temu, kiedy byłam małym gówniakiem, a zielony łucznik leciał jeszcze w telewizji. Wtedy nie zwracałam na seriale zbytnio uwagi, toteż oglądałam go wtedy, kiedy akurat na niego trafiłam. Po tylu latach postanowiłam jednak do niego wrócić, ale nie z tego powodu, że aż tak mi się podobał. Nigdy w życiu. Głównym powodem była postać Sary Lance. Byłam ciekawa jej przeszłości, a więc trzeba było wrócić do jej korzeni - Starling City.
Jestem obecnie po pełnych 3 sezonach, oraz 10 odcinkach sezonu 4. Wiem, że teraz zaczął wychodzić sezon 7. Chcę jak najszybciej nadrobić Arrowa żeby móc oglądać go na bieżąco bo z tego co słyszałam to nowy sezon jest o niebo lepszy od poprzednich. No i oprócz tego muszę jeszcze skończyć Orphana i obejrzeć 4 sezon Flasha żeby z nim też być na bieżąco.
Wracając do Arrowa. Pierwszy sezon był naprawdę fajny, nie nudziłam się na ciągłych pojedynkach Olivera Queena, a wspomnienia z wyspy nie sprawiały, że non stop musiałam je przewijać. Oprócz tego budowanie napięcia, ukrywanie tajemnic i nie rozpowiadanie ich na prawo i lewo dodawało swoistego uroku. Drugi sezon był moją wisienką na torcie, w końcu doczekałam się tego czego chciałam i się nie zawiodłam. Dobra, Caity Lotz wtedy dopiero zaczynała tak naprawdę swoją większą karierę aktorską, toteż jej gra nie była fantastyczna (choć i tak o wiele lepsza niż większości obsady), ale nadrabiała niesamowitymi walkami i urokiem osobistym. Początek trzeciego sezonu to dla mnie kompletne załamanie, choć cały sezon był naprawdę dobry ze względu na pojawienie się Ligi Zabójców. Nikt mi nie powie, że całość była masakryczna, a historia kiepska, choć mieszanie się wątków to w serialach stacji CW standard. No i dochodzimy do sezonu 4... którego nie potrafię strawić. Damien Darkh jest mi znany z innej serii The CW, ale tutaj jest tak miałką postacią, że nie potrafię tego przeżyć. Całość moim zdaniem ratuje... no nic. Narzekam na każdą możliwą sprawę, która się tutaj znajduje. Nawet wydarzenia z wyspy są lepsze od tego, co dzieje się w naszej rzeczywistości. Aż się dziwię, dlaczego jeszcze tego nie porzuciłam, ale przetrwam i dojdę do kolejnego momentu, na który czekam.


Dobra, to na tyle w tej części o serialach. Następny post będzie poświęcony tylko i wyłącznie jednemu serialowi. Jeżeli ktoś uważnie czytał poprzednie, jak i ten post, wie o który serial chodzi.
A ja teraz się żegnam! 

piątek, 19 października 2018

Co obejrzałam w ostatnich miesiącach? [CZĘŚĆ 1.1 - FILMY]

Witam wszystkich w tym oto poście. Jak widzicie, jest on oznaczony jako część 1.1. Dlaczego 1.1, a nie po prostu 1? Wytłumaczenie jest proste. Miał to być jeden post o wszystkim, tzn filmach i serialach, ale pisząc go stwierdziłam, że jest sporo za długi. W takim wypadku postanowiłam podzielić go na Filmy i Seriale, ale sam post z filmami też był masakrycznie długi, więc został okrzyknięty częścią pierwszą pierwszą.

W pierwszej pierwszej części pojawią się filmy, które są wyrwane w ogóle z kontekstu, a ich obejrzenie nie miało żadnych czynników zewnętrznych.

A więc zaczynajmy!

1. Człowiek, który zabił Don Kichota.



Zacznijmy od filmu, który był na spotkaniu filmowym w moim mieście. Ogółem podchodziłam do tego dzieła z wielkim dystansem. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Pierwsze minuty były tak bardzo nudne, że miałam ochotę wyjść z kina, ale z drugiej strony mam już trochę doświadczenia w filmach artystycznych i wiem, że te rozwijają się z biegiem czasu. I w tym przypadku się nie pomyliłam. Historia filmu rozgrywa się w naszych czasach. Opowiada historię Toby'ego - reżysera reklam, który aspirował na reżysera filmowego; oraz tytułowego Don Kichota, który tak naprawdę jest aktorem wcielającym się w książkowego bohatera. Toby (Adam Driver) i Don Kichot/Javier (Jonathan Pryce) byli związani ze sobą, kiedy młody adept szkoły filmowej nagrywał swój film w małej wiosce w Hiszpanii. Tak doszło do pierwszego spotkania. To właśnie spotkanie sprawiło, że szewc Javier stał się Don Kichotem. Ta rola tak bardzo wpłynęła na jego psychikę, że przez kilka najbliższych lat dalej zachowywał się jak dobrze nam znany błędny rycerz z powieści Miguela de Cervantesa. Po kilku latach Toby wraca do okolic wioski, w których nagrywał swój pierwszy film, aby tym razem nagrać reklamę wódki. Wtedy też przypomina sobie o swoich młodzieńczych przygodach. Wraca do wioski, aby odszukać dziewczynę, która wcieliła się w rolę Dulcynei. Niestety, można się domyślić, że w ów wiosce doszło do wielu zmian, a jedną z nich był brak Angeliki. Co więcej, dowiaduje się, że Javier dalej uważa się za Don Kichota. I tak właśnie przechodzimy do dalszej części historii, czyli podróży Błędnego Rycerza, wraz ze swoim "gmerakiem" (nie, to nie jest literówka) - Sancho Pansy, którym de facto staje się Toby. Mam nadzieję, że się nie zgubiliście bo to tylko początek filmu. Dalej dzieją się tylko niespotykane rzeczy. Błądzimy między jawą, a snem. Nie wiemy co jest prawdą, a co tylko wizualizacją myśli naszych bohaterów. W pewnym momencie możemy sobie pomyśleć "to się dzieje naprawdę?", a po chwili reżyser daje nam do świadomości, że to kolejny wybryk psychiki albo Javiera, albo Toby'ego. 
Mnie osobiście film naprawdę się podobał. Zawierał dużą dawkę humoru, ale nie zabrało tematów poważnych. Bardzo duży szacunek mam do całej ekipy filmowej, która doskonale wykonał zdjęcia, jak i kostiumy i charakteryzację postaci. Po raz kolejny byliśmy świadkami bardzo dobrej gry aktorskiej Adama Drivera. Jego talent zauważyłam już przy filmie Milczenie, który swoją drogą też był bardzo dobrze wykonany i jako jedna z nielicznych nie narzekałam na około dwugodzinny seans w kinie na niewygodnych krzesłach. Natomiast nie mam porównania w przypadku Jonathana Pryce. Prawdopodobnie aktora widziałam pierwszy raz w filmie, ale mogę stwierdzić, że jego szaleństwo ukazane w tym filmie było wręcz mistrzowskie. 
Także szacunek dla Terry'ego Gilliama i zasłużona 9/10.


2. Notatnik śmierci



Ach, co ja mogę powiedzieć o tym tforze. Do tej adaptacji byłam już sceptycznie nastawiona po tym, gdy dowiedziałam się, że rolę L zagra czarnoskóry mężczyzna. Jakże się nie myliłam, że produkcja ta będzie... kiepska. Jednak muszę się przyznać do błędu. Aktor grający L'a był moim zdaniem najlepszym co dzieło Netflixa mogło nam zaoferować. Lakeith Stanfield odegrał swoją rolę bardzo dobrze, a przynajmniej na tle innych postaci. Moja kiepska opinia o tym filmie nie bierze się z opinii innych ludzi, ale po obejrzeniu oryginalnego anime, w którym akcja była naprawdę dobrze rozbudowana, nie było dziur fabularnych, a postacie nie były miałkie, tak Netflix zaoferował nam niskobudżetówkę, której nie da się oglądać z powagą, a jedynie z ironicznym uśmiechem na ustach przylepionym przez cały seans. Reszta aktorów była tak kiepska, że nawet ja, ze swoim zerowym doświadczeniem aktorskim, potrafiłabym zagrać lepiej chociażby rolę Mii (Margaret Qualley). Głównym bohater, Light Yagami (Mat Wolff) również nie wypadł imponująco, a nawet powiedziałabym, że było mu trudno dobrnąć do granicy średniaka. O tym filmie mogę jedynie powiedzieć tyle, że z bardzo dobrego materiału o walce dobra z "dobrem" zrobili komedię, z elementami kiepskiego romansu. Miało być poważnie, ale jednak coś nie wyszło. 
Tylko ze względu na L'a moja ocenia jest mocno naciągana. 3/10

3. Pasażerowie



Drugi film, który obejrzałam wraz ze znajomą, która zawitała do mnie na cały weekend. Po obejrzeniu filmu z podpunktu 2, chciałyśmy wyleczyć nasze psychiki. Przeglądając ofertę Netflixa wpadłyśmy na Pasażerów. Akcja dzieje się na statku międzygalaktycznym, który przewozi zahibernowanych pasażerów. Jeden z nich miał uszkodzoną kapsułę i wybudził się wiele lat przed dotarciem do celu. Jim (Chris Pratt) przez rok był zdany na siebie. Próbował za wszelką cenę dostać się do komory, do której miała dostęp tylko załoga statku, która nadal była w hibernacji. Jim po wielu próbach w końcu się poddał. Pewnego razu, przechadzając się po pomieszczeniu z pasażerami, napotkał piękną niewiastę, którą była Aurora. Przez kilka dni/tygodni (nie pamiętam już czy było to dokładnie powiedziane) oglądał jej materiały. Dowiedział się, że jest ona pisarką. Zapragnął ją wybudzić, ale powstrzymywał go barman-android Arthur (Michael Sheen). Czy Jim się go posłuchał? Oczywiście, że nie. W taki oto sposób doszło do "awarii" kapsuły Aurory (Jennifer Lawrence). Pierwszy odhibernowany nie przyznał się do tego. Wiedli szczęśliwe życie, dopóki statek nie zaczynał sprawiać coraz większych problemów. No i tu też wychodzi kłamstwo Jima, którego wydał Arthur. Nie dziwię się Aurorze, że była wściekła. Kto by nie był! Dobra, w końcu ktoś z załogi się budzi, naprawiają statek, Jim i Aurora się godzą i żyją dalej na statku. W końcu pewnie umarli bo do celu zostało ho ho i jeszcze więcej. Po wybudzeniu się pozostałych pasażerów, ci zauważają piękne miejsce, które stworzyła zmarła dwójka. Film oceniłam na ósemkę w skali 1-10 bo w sumie oglądało się go lekko, nie narzekałam na grę aktorką, a poza tym kiepsko pamiętam końcówkę, gdyż uspiałam (sobota wieczór, dwie znajome w jednym domu i alkohol, wiecie jak się to skończyło). 

4. Gra Geralda 



Musiałam spojrzeć do swojej ściągawki bo nie pamiętałam czy został jeszcze jakiś film przed pięcioma filmami, które obejrzałam tylko ze względu na aktorki (tak, to bardzo częsty warunek, który skłania mnie do obejrzenia jakiegoś filmu). No ale widzę, że został jeden film.
Gra Geralda, coś co obejrzałam dwa razy, za każdym razem się bałam, za każdym razem próbowałam wymazać z pamięci. Zapytacie więc dlaczego obejrzałam to jeszcze raz? NIE WIEM! To trzeci film, jaki obejrzałam z koleżanką, o której wspomniałam w poprzednich filmach). Nie chce mi się nawet pisać o tym filmie, ale chciałam o nim wspomnieć i powiedzieć, że dawno nie zakrywałam oczu oglądając jakiś film. Ostatnio robiłam to chyba przy oglądaniu Lustra, mając osiem lat? Jakoś tak. No to widzicie, musiało minąć dziesięć lat żeby zmusić mnie do dziecięcych zachowań. Tak jak stronię od horrorów i thrillerów, tak to obejrzałam. Za pierwszym razem piszczałam z koleżankami ze szkoły bo nie wiedziałam czego się spodziewać, a za drugim byłam przygotowana na pewne sceny, więc albo właziłam pod kołdrę, albo zasłaniałam sobie ładnie oczy rączką. 
Tutaj poleciała mocno naciągana 6 w skali 1-10.


----

To na tyle w tym poście. Część 1.2 pojawi się jeszcze dzisiaj (tzn piątek) o godzinie 20, a tam dalsze informacje na temat podsumowania.



Link do mojego Filmwebu.

wtorek, 26 czerwca 2018

Aktualizacja życia

 No cześć. Długo mnie nie było i nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Po prostu byłam leniwa i nie chciało mi się nic napisać. No ale jest zakończenie roku, więc wypadałoby cokolwiek napisać.
Pochwalę się, że zdałam bez problemów ze średnią 4,0 - utrzymuję taką średnią od drugiej gimnazjum.  Oprócz standardowego świadectwa otrzymałam dwa dyplomy: za osiągnięcia sportowe - zajęcie 4 miejsca w finałach piłki siatkowej dziewcząt na szczeblu wojewódzkim; oraz za udział w Filmotece Szkolnej - wygraliśmy drugi rok z rzędu.

 Jak już po tytule posta widzicie, post będzie dotyczył lekkiej aktualizacji tego co się u mnie dzieje.
Podsumowanie zakończenia roku zrobiłam już na początku posta. Co oprócz tego?

 Netflix. Tak, mam subskrybcje, więc korzystam z niej jak się tylko da przed tym zanim polecę do Włoch. Zainteresowałam się w szczególności seriami z uniwersum DC. Na bieżąco jestem z Supergirl i nadrabiam The Flash. W planach oczywiście Arrow i Legends of tomorrow.
W sumie za Supergirl wzięłam się z tego względu, że główną rolę gra tam dziewczyna, która grała w Glee. The Flash wziął się z tego, że w Supergirl było o nim trochę wspomniane. Co ciekawe, dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że główny bohater również grał w Glee rolę Sebastiana (chórzysty ze "Skowronków").




 Ogółem moja przygoda z serialami zaczęła się od wspomnianego wyżej Glee. Jestem całym sercem za Brittaną i Quick. I pomimo tego, że serial skończyłam kilka tygodni temu, dalej słucham coverów, które wykonują osoby z New Direction. Nawet wczoraj oglądałam randomowe


 Korzystając z tego, że mam Netflixa, wróciłam do starych bajek, które uwielbiałam. Dalej zakochana w Mustangu, od nowa przeżywałam historię tego nieokiełznanego ogiera. No oprócz tych starych bajek zahaczyłam o Krainę Lodu i w końcu o Hotel Transylwania 2.
Ostatnio również obejrzałam film Gra Geralda. Dobrze, że oglądałam go z koleżankami bo inaczej nie wiem czy usnęłabym w nocy. Współczuję sąsiadom, którzy musieli słuchać o północy naszych pisków.

 Jak się mają moje sprawy z anime? Od bardzo dawna niczego nie obejrzałam (zaczęłam oglądać film Blame, ale przerwałam już na samym początku i nie mam kiedy wrócić), nie licząc spin-offu SnK Lost Girl. 

 Za to sytuacja z mangami ma się nieco inaczej. Nadrobiłam stojące na półce Boruto, Japan i My hero Academia. Do tego doszło mi kilka dodatkowych tomów po Pyrkonie i zakupionych na grupie sprzedażowej. Także obecna kolekcja prezentuje się trochę inaczej niż na filmiku, który pojawił się na moim kanale na youtube.

 Tak prezentuje się cała kolekcja. Zdjęcie w trochę słabej jakości, ale na dniach zrobię lepsze i podmienię.

 Tam z tyłu są jeszcze Ścieżki Młodości, Inu-yasha i Bakuman, a resztę raczej widać.

----

 I wiem, że miałam wstawiać na fb zdjęcia z Pyrkonu, oraz wstawić filmik z relacji, ale tak jakoś program nie chce współpracować, więc nie miałam nawet jak zmontować filmu z Pyrkonu i filmu promującego szkołę.
Także powiem tylko tyle, że na Pyrkonie było cudownie. Nie zaliczyłam może wielu paneli, ale spędziłam bardzo miły czas ze znajomymi. W przyszłym roku raczej nie pojadę bo jednak będę przed maturami. :c

----

 Zastanawiam się czy coś jeszcze miałam powiedzieć, ale chyba raczej nie. A, nie. Czekajcie! Pochwalę się czymś. Jadąc w sobotę na rozpoczęcie wakacji do Bałtowa miałam swoją pierwszą kontrolę policji i szczerze? Myślałam, że będę zestresowana czy coś, ale jakoś przyjęłam to na luzie i skończyło się jedynie na upomnieniu, na szczęście. Tak, jest się czym chwalić, wiem. 

 Jeszcze jedno, co do mojego pisania. Nie wiem jak to będzie przez okres wakacji, bo będę we Włoszech przez miesiąc i nie będę miała dostępu do swojego laptopa, a to się łączy z tym, że nie będę miała jak pisać bo jednak klawiatura włoska nie jest za przyjemna w użytkowaniu. Postaram się porobić trochę zdjęć i jak tylko wrócę to napisać coś o pobycie tam.
No i jeszcze sprawa opowiadań. Właśnie jestem w trakcie pisania pewnej autorskiej partówki, bo jak na razie nie mam weny na napisanie oczekiwanej partówki z Snk czy z Naruto. Ale obiecuję, że kiedyś to zrobię!

 Jeszcze pozwolę sobie na zaproszenie na discorda, który ma zrzeszać fanów Naruto. Serwer ledwo dycha, ale potrzebujemy ludzi, którzy pozwolą nam się rozkręcić. Discord
CREATED BY
MAYAKO
CREDIT: ART