Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ostrze nad filmem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ostrze nad filmem. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 grudnia 2019

Frozen 2 — Ostrze nad filmem #2


Kraina Lodu 2 to jedna z najbardziej wyczekiwanych animacji tej jesieni. Pierwsza część to jeden z hitów produkcji Disney’a. Czy druga część pójdzie w ślady pierwszej? Tego powiedzieć nie mogę, gdyż na temat Frozen 2 mam mocno mieszane uczucia. Chcecie wiedzieć więcej? Zapraszam dalej!




Początek filmu to retrospekcja z dzieciństwa dziewczynek oraz opowieść króla Agnarra o tajemniczej Puszczy, w której niegdyś mieszkały duchy. I od tego cała historia się zaczyna. Później mamy tylko rozwinięcie motywu Puszczy i duchów. I to jest właśnie jedna z tych ciekawszych rzeczy.


Fabuła:
Jestem chyba jedną z nielicznych osób, które uważają, że fabuła drugiej części jest lepsza od pierwszej. Dlaczego tak jest? Sama nie mam pojęcia. Może właśnie motyw duchów przemówił do mnie bardziej niż walka ze samą sobą oraz „wspaniały” złoczyńca, jakim był Hans. Tak szczerze, czy tylko ja uważam Hansa za jednego z najgorszych villainów w bajkach? Nawet Gaston z Pięknej i Bestii był lepszy! Wracając do drugiej części, historia, mimo dużej motaniny między wydarzeniami, jest przyjemna w odbiorze. Trzyma nas w pewnym napięciu, nie jesteśmy do końca w stanie powiedzieć, co może się dalej wydarzyć.
Co prawda były momenty, które mocno mnie denerwowały, a zwłaszcza te z udziałem Olafa i Kristoffa. Tak, dobrze przeczytaliście. To dwie postacie, które przez cały film mnie irytowały. Okej, Olaf jest jedną z najbardziej uwielbianych postaci, ale nie dla mnie. Jego komizmu w tym filmie było aż nadto, co mocno mnie denerwowało. Kristoff to Kristoff, nie trzeba mu wiele, aby mnie zdenerwować. Jego całe zmagania z pewnym problemem może i są zrozumiałe, ale żeby ciągnąć to przez cały film? Jedyne, co mu się udało, to piosenka, jednak nie w polskim wykonaniu (ale o tym później).  
Końcówka filmu to dla mnie jedno wielkie zawiedzenie, choć miała 99% pewności, że tak to się skończy. Mówi się jednak trudno. Nie było innego wyboru i trzeba uszanować to, co się wydarzyło. Kto wie? Może za jakiś czas zobaczymy Frozen 3?


Animacja:
Widać, że minęło 6 lat od premiery pierwszej części. Animacja to miód na oczy. Zachowane są najmniejsze szczegóły, płynność poruszania się postaci i ogółem wszystko było wręcz idealne. Widać, że Disney potrafi znajdować swoich animatorów, którzy odwalają kawał dobre roboty.


Muzyka:
Dużo osób narzeka na to, że w filmie nie ma piosenek pokroju Mamtę moc czy Ulepimy dziś bałwana. Według nich film nie posiada ścieżki dźwiękowej tak bardzo wpadającej w ucho, jak ten z pierwszej części. Co ja o tym myślę? Soundtrack drugiej części rzeczywiście nie ma tego czegoś, co skłoniłoby każdego do wyśpiewywania jednej, jedynej zwrotki, którą każdy zna, jednak ma swoją magię i uważam, że muzykę z drugiej części, jako tą lepszą. Oczywiście mówię tu o wersji oryginalnej angielskiej. Dlaczego tak? Zaraz o tym powiem. 
Ogółem od czasów Glee jestem wielką fanką Idiny Menzel.  Już w pierwszej części wolałam Letit go w jej wykonaniu (lub w wykonaniu Demi Lovato) niż wykon naszej Katarzyny Łaski. Według mnie to właśnie Menzel potrafi dać więcej emocji w swój śpiew oraz jej głos pasuje bardziej do Elsy.
W przypadku Anny mam już trochę inne emocje. Magdalenę Wasylik znam z wykonania wielu piosenek (oczywiście ze względu na Studio Accantus) i uważam, że jej głos idealnie wpasowuje się w postać Anny, jednakże to Kristen Bell potrafi obdarzyć swój głos tyloma emocjami, że po prostu płaczę na pierwszych dźwiękach jej solówki TheNext Right Thing. 
Jeszcze co do piosenek w polskiej i angielskiej wersji. No cóż, oryginału nie udało im się przebić.
Najgorsze jednak jest to, że wcześniej wymienione Studio Accantus potrafiło zrobić o wiele lepsze tłumaczenie głównej piosenki Intothe Unknow, której nazwa brzmi Gdzie nie sięga wzrok, a wykonywana jest przez Sylwię Przetak (która tak przy okazji zaśpiewała to o wiele lepiej niż Łaska).
Jeszcze jedna piosenka utkwiła mi mocno w głowie. Jest to oczywiście kołysanka All Is Found śpiewana przez Idunę, matkę Elsy i Anny.
Chyba już tyle o muzyce.

Podsumowanie:
Czy film mi się podobał? Oczywiście, że tak! Czy nakłaniam na pójście do kina? Jeżeli jesteście przehypowani pierwszą częścią to sobie odpuście. Nie spodziewajcie się wielkich walk czy kij wie czego. Druga część jest inna od pierwszej i to jest w niej najlepsze. Jest też moim zdaniem . Chyba twórcy zdali sobie sprawę z tego, że fani Krainy Lodu to już nie 13 – letnie dzieciaczki, a już dorośli ludzie (choć oczywiście dzieci na sali kinowej nie brakowało).
Z mojej strony to chyba wszystko. Jeżeli byliście już na seansie, dajcie znać, co sądzicie o drugiej części tego filmu i która z piosenek jest waszą ulubioną. Trzymajcie się i cześć!

Piosenka postu:




piątek, 25 października 2019

Czarownica 2 - Ostrze nad filmem #1

"Pięć lat temu sądziłem, że cię straciłem na zawsze. Nie ma takiej klątwy, która nas rozdzieli. Wyjdziesz za mnie?"

 Czarownica 2 to kontynuacja przygód najokrutniejszej istoty, którą kiedykolwiek znał świat - Diaboliny. Od kochającej wszystko i wszystkich istoty przeistoczyła się w mrożącą krew w żyłach istotę, aby później pokochać człowieka, a przecież tak bardzo ich nienawidziła. Tak właśnie prezentowało się życie Diaboliny z pierwszej części filmu. Jak to wygląda w części drugiej? Przekonajcie się sami, co o tym uważam.


UWAGA: Recenzja może zawierać spoilery z filmu. Czytasz na własną odpowiedzialność.


Pierwsza część filmu była dla mnie naprawdę dobrze zrobiona. W końcu zrozumiałam jakie intencje miała Diabolina, aby rzucić klątwę na tak małą istotę, jaką była w czasach dzieciństwa Aurora. Ponadto znałam dwie wersje, a nawet trzy, tej historii. Pierwsza to oczywiście bajka "Śpiąca królewna", druga to film "Czarownica" i trzecia to książka o tym samym tytule, o której mało ludzi wie. Książka i film praktycznie niczym się nie różniły, jednak całkowicie odbiegały od tego, co prezentowała nam "Śpiąca królewna". Nic dziwnego, przecież po co skupiać się na złoczyńcach. Przechodząc już do samego filmu. Chciałabym się skupić na trzech kwestiach - historii, zdjęciach oraz grze aktorskiej. Nie ukrywam, że recenzja będzie zawierała dużo słów krytyki, ale na szczęście, nie aż tak dużo, jak można się po mnie spodziewać. 


Historia (5/10): Zacznijmy może od najgorszej rzeczy w całym filmie (choć poczekajmy jeszcze do gry aktorskiej). Na początku nie rozumiałam dlaczego tworzą kolejną część historii, która zakończyła się w odpowiednim momencie. Mieliśmy szczęśliwe zakończenie, wyjście Diaboliny na prostą, miłość dwóch młodych osób. Stwierdziłam jednak, że jest coś bardzo istotnego w zamiarach twórców - pieniądze. Historia jest tak nijaka, tak poszarpana i z brakiem sensu, że zastanawiam się gdzie scenarzysta miał głowę, gdy to pisał. Nie chcę być aż tak krytyczna, ale pojawienie się nagle Dzieci Nocy jest dla mnie naprawdę szokiem. Zwłaszcza że wygląda na to, że nie mieszkały one aż tak daleko od Kniei. Powiecie mi teraz, że nie odczuwały potrzeby zajęcia się Diaboliną, kiedy ta została bez rodziców? Nawet jeżeli była kimś bardzo ważnym, niby? Tego nie potrafię zrozumieć. I to jest ta rzecz, która miała napędzać film, a tak naprawdę była... kwestią poboczną. Na pierwszy plan weszły intencje królowej Ingrith, aby pozbyć się magicznych stworzeń, a idealną okazją do tego był ślub jej syna, księcia Filipa, z królową Kniei Aurorą. Cudowne, prawda?
To właśnie to ciągnęło film i sprawiało, że jednak było warto na niego przyjść. No oprócz tego przyznam się bez bicia, że popłakałam się na kilku momentach. Twórcy mimo beznadziejnego układu fabuły potrafili w nią wpleść wzruszające sceny. Nadal się sobie dziwię, że potrafiłam uronić łzę na reakcję Diaboliny, na słowa królowej Ingrith, że teraz Aurora zazna prawdziwej rodziny i będzie jej córką (zapewne nie jedna matka zareagowałaby tak samo jak Diabolina). I tak mamy fabułę, która mimo swoich wad jakoś leciała i było fajnie. I co się stało? No mamy końcówkę filmu. Szykuje się ślub, magiczne stworzenia się zbierają, królowa chce się ich pozbyć, zlatują się Dzieci Nocy, i jeb! Trzeba wszystkich powybijać. I to nie było by złe, nastała w końcu wojna, ale wiecie co było najgorsze? Ślub! I to po tej bitwie. Naprawdę musieli się pobrać na trupach ich poddanych? Tego nie potrafię zrozumieć, a końcowa scena zepsuła całe dobre zdanie, jakie miałam o filmie.

Zdjęcia (9/10): Disney'owi chyba nigdy nie odmówiłam dobrych zdjęć, pracy kamery, efektów specjalnych i muzyki. To w końcu cechuje to studio. Dużo na ten temat się nie wypowiem, gdyż wszystko było bardzo dobrze skomponowane i w jakimś stopniu ratowało zły scenariusz. Jestem też pod wrażeniem charakteryzacji Diaboliny, jak i innych Dzieci Nocy. To coś, co w tym filmie kocham nad życie.

Gra aktorska (8/10): Zazwyczaj na koniec pozostawiam najlepsze rzeczy, ale nie tym razem. Najlepiej mogę się wypowiedzieć na temat Angeliny Jolie, która wciela się oczywiście w rolę Diaboliny. To chyba nie jest dziwne, że uważam, iż jej kreacja głównej "antybohaterki" była wzniesiona na wyżyny kunsztu, jaki Jolie z pewnością posiada. Moim zdaniem to właśnie jej udział podnosi rangę filmu. Oprócz niej muszę pogratulować Michelle Pfeiffer, która wcieliła się w królową Ingrith. Obie panie mają już za sobą ogrom produkcji i wiedzą jak grać, aby zadowolić widza. Niestety nie mogę powiedzieć tego samego o Elle Fanning i Harrisie Dickinsonie (Aurora i Filip). Młodzi aktorzy zawiedli mnie po całej linii. Jak Fanning wybaczyłam jej kiepską grę jeszcze w pierwszej części, tak po pięciu latach myślałam, że zdoła choć trochę naprawić swój błąd i się douczyć. Jej kreacja Aurory była tak nijaka, że trudno będzie ją zapamiętać. Do tego wiecznie ta sama twarz, choć bohaterka miała być teoretycznie pozytywna i radosna. Sam Riley jako Diaval jak zawsze wzbudzał uśmiech na mojej twarzy. Jego głupkowate sceny, gdzie aktor potrafił grać twarzą, jak i ciałem, były tymi, które zapamięta się na długi czas.


Podsumowując to wszystko. Film nie był taki, jaki się spodziewałam, ale jednocześnie nie mogę nazwać go najgorszym. Pomimo kiepskiej fabuły i kilku innych defektów, muszę przyznać mu dobrą ocenę. Nie ukrywam, że jest ona w większości podyktowana grą aktorską i udziałem samej Angeliny Jolie, którą szanuję i kocham produkcje z jej udziałem. 

Końcowa ocena: 7,5/10 

Piosenka postu:

Przypominam. Powyższy tekst jest tylko moją subiektywną opinią na temat danej produkcji. Nie narzucam jej innym, a jednie dzielę się swoją.

CREATED BY
MAYAKO
CREDIT: ART