sobota, 28 marca 2020

Shingeki no Kyojin sez. 3 — Ostrze nad anime #2


Shingeki no Kyojin (dalej Atak Tytanów) to moje drugie anime, które oglądałam z pełnym skupieniem. Niestety, po pewnym czasie zaczęłam olewać wszystkie anime i 3. sezon zakończyłam na 10 odcinku, jednakże czytałam mangę, więc wiedziałam, co wydarzy się dalej. Ostatnio postanowiłam powrócić do mojej dawnej pasji i obejrzeć kilka zaległych tytułów. Jednym z nich był właśnie Atak Tytanów.  Co uważam na temat 3. sezonu (obydwóch partów)? Zapraszam dalej.


Zacznę od tego, że 1 part oglądałam baaardzo dawno i nie odświeżyłam go sobie wystarczająco. Mogę o nim powiedzieć jedynie tyle, że byłam zachwycona walką Levi'a z bandą Kenny'ego podczas porwania Historii i Erena. Cały wątek z Historią, która jest w posiadaniu prawa do tronu, był ciekawy, choć wydaje mi się, że w mandze był z deka mniej rozpisany (to tylko moja pamięć). Drugi part mam niemal na świeżo. Sam motyw odbicia murów to coś, co było planowane od dawna, ale w końcu udało się zebrać wystarczająco środków, aby móc wreszcie ruszyć Shiganshiny i wykorzystać moc Erena, który od dłuższego czasu był poddawany eksperymentom z utwardzaniem ciała tytana. Sprytny pomysł, aby zatkać ogromne dziury w murach.
Przechodząc dalej, ja rozumiem, że są ludzie bardzo inteligentni, ale uważam, że z deka Erwin i Armin są przekokszeni w tej dziedzinie. Aby wyprzedzać o tyle kroków przeciwników? Cóż. To w końcu świat wymyślony, gdzie grawitacja jest z deka pozmieniana (patrząc na manewry trójwymiarowe i to, jak z tego korzystają). Ciekawe było pojawienie się tytana zwierzęcego i transportującego oraz i rola w tym wszystkim. Ciężko jest mi w tej chwili powiedzieć, co sądzę o zwierzęcym, a raczej Zeke'u Jeagerze, gdyż wiem, co się dzieje w mandze, ale przyznam tylko tyle, że w tych odcinkach wyglądał na naprawdę wiernego sprawie pokonania ludności Ymir. Niemal tak samo wierny, jak Ymir w stosunku do Historii. Nie wiem dlaczego, ale poza wszelkimi walkami to właśnie scena odczytywania listu od Ymir przez Historię była tą, która podobała mi się najbardziej ze wszystkich. Może to też przez to, że tęsknię za zadziornością Ymir? W sumie dawno jej nie było. 
Podsumowując samą fabułę 3. sezonu. Uważam, że nie była przesadnie ciągnięta na siłę, a wszystko, co znajdowało się w tych 22 odcinkach idealnie się ze sobą komponowało. Sezon zaskakiwał, wzruszał, denerwował i przyciągał, aby oglądać dalej — coś, co szanuję w każdym anime.
Wypadałoby też powiedzieć coś o grafice. No cóż, dalej mam problem z nią problem. Wydaje mi się, że postacie w tym sezonie dość często wyglądały zbyt plastikowo, a w szczególności Eren. Były momenty, gdzie grafika i animacja zapierały dech w piersiach, ale dalej przed oczami mam tą plastikową twarz Jeagera i to poniekąd wkurza.
O muzyce dużo nie powiem, bo ta zawsze w Tytanach mi się podobała. No oprócz openingu z pierwszego partu. 

Nie rozpisałam się za dużo, nie ukrywam, że jest to zrobione na odczep, aby napisać tylko post, ale to z tego względu, że obiecałam, że to zrobię. Także przepraszam z góry. Następny będzie już bardziej ogarnięty. 
A teraz trzymajcie się ciepło moi mili i do zobaczenia w następnym poście.
Na sam koniec zapraszam oczywiście na fanpage TASAK, gdzie zawsze pojawiają się nowe wieści ode mnie oraz na ASKA, gdzie można zadawać mi pytania (zazwyczaj odpowiadam).

piątek, 20 marca 2020

Fairy Tail — Ostrze nad anime #1


Hej wszystkim! 
Jakiś kilka dni temu skończyłam oglądać finałową serię Fairy Tail. Z tego względu postanowiłam z deka opowiedzieć o swoich przemyśleniach i o samym zakończeniu anime. Dodam jedynie, że nie czytałam mangi, więc nie mam do niej porównania. 

Uwaga, spoilery do finałowego arcu Fairy Tail. Czytasz na własną odpowiedzialność.


Zacznijmy od fabuły. 
Z początku podobał mi się pomysł na samą fabułę. Kolejna luźna bijatyko - komedia, którą można obejrzeć w wolnych chwilach. I nie powiem, aż do końca podobała mi się wszelka różnorodność w wydarzeniach, jednak miałam problem z bardzo ważną rzeczą. Fairy Tail różniło się z deka od Naruto tym, że nie posiadało Talk Jutsu, a Nakama Power. I to było fajniejsze w FT niż w Naruto. Bohaterowie  Wróżek przynajmniej załatwiali sprawy siłą, jak na shounena przystało, a nie tylko gadali, jak w Naruto (pamiętny arc z Painem </3). 
Szczerze mówiąc, nie do końca pamiętam całe Fairy Tail, bo oglądałam to z dużym odstępem w czasie, jednak do dzisiaj zapadł mi arc na wyspie Tenrou. Podobała mi się akcja na całej wyspie i sam egzamin na maga klasy S. Podobnie zresztą z Wielkim Turniejem Magicznym, gdzie poznaliśmy nowe postaci, z naprawdę zaskakująco dobrze rozwiniętymi charakterami (mowa o Stingu i Rogue'u).
Jak już powiedziałam, co mi się podobało, to przejdźmy w końcu do finałowego arcu. 
Zeref. Nie tego się spodziewałam po najpotężniejszym magu świata. Tak, to prawda, że Natsu był demonem stworzonym do zabicia Zerefa, ale przecież to nie on w końcu go zabił, prawda? Niestety, ale nie kupuję związku Zerefa i Mavis. Tak jakoś nie widzi mi się to. No i powstanie Augusta? Jak ktoś zdoła mi to jakoś logicznie wytłumaczyć, to postawię piwo lub kawę (wersja dla osób -18). No i walka z Acnologią. Jak zwykle Nakama Power górą, tak samo jak Fairy Tail, które przecież musi być w centrum uwagi (w końcu tytułowa gildia) i jako jedyna być w stanie pokonać Króla Smoków. 
Żeby jednak nie było tak negatywnie. Bardzo podobało mi się pojawienie Irene Belserion, czyli matki Erzy Scarlet. Jest to jedna z przyjemniejszych historii, jakie miałam przyjemność oglądać w całym tym anime. Podobnie zresztą, jak Acnologii, a raczej Króla Smoków, który przyjął to imię. Szczerze? Z chęcią obejrzałabym jakieś OVA poświęcone jedynie jego historii. Zauważyłam, że sporo negatywnych postaci miało dobrze rozwinięte charaktery, nie zostali również mocno spłaszczani, choć chęć destrukcji świata przez Zerefa była już nużąca. 
A teraz koniec serii i ostatni odcinek. Bardzo nie podobało mi się zakończenie, jeżeli chodzi o opowieść Lucy o tym, co stało się z jej przyjaciółmi. W sensie sprowadzenie zakończenia jedynie do romansów było dość średnie, choć nie powiem, cieszyłam się z niektórych informacji (Gajeel i Levy na zawsze w moim serduszku, tak samo i Erza z Jellalem). Po głębszym zastanowieniu stwierdzam jednak, że nie jestem w pełni zadowolona z tego, co zobaczyłam.

Plusem serii są niewątpliwie dobrze zbudowani bohaterowie, choć też nie wszyscy. Lubiłam główną drużynę Fairy Tail składającą się początkowo z Natsu, Lucy, Erzy i Gray'a, jednak to postacie poboczne przyciągnęły moją uwagę na tyle, że to tylko dla ich występów oglądałam co poniektóre odcinki. Stwierdzam też, że twórca poświęcał czasami zbyt mało uwagi niektórym gildiom, mimo tego, że były one jedynie dodatkiem do świata przedstawionego. Pomimo tego widać było, że starał się tchnąć prawdziwe życie w swoich bohaterów i nierzadko mu się to udawało. Postacie to też jeden z powodów, dla którego w ogóle miałam ochotę oglądać kolejnego długiego shounena zaraz po Naruto.

Ostatnią rzecz, na którą zwrócę uwagę, jest muzyka. Nie wiem dlaczego tak jest, ale wzruszałam się na FT właśnie tylko przez lecącą w tle muzykę. Mogła być to spokojna ballada, albo mocny utwór bitewny, a ja i tak potrafiłam ryczeć niczym małe dziecko. Oczywiście nie obędzie się bez linku do jednego z moich ulubionych utworów.

Podsumowując. Za dużo się z tego pewnie nie dowiedzieliście, ale chciałam napisać cokolwiek. Czy uważam czas spędzony przy oglądaniu Fairy Tail za czas stracony? Nie. Anime było oderwaniem od normalnego życia i traktowałam je naprawdę luźno. No i powodem jego obejrzenia było opowiadanie pewnej blogerki. Chciałam po prostu wiedzieć kim są poszczególne postacie.

Moja ocena finałowej serii: 6/10


CREATED BY
MAYAKO
CREDIT: ART