piątek, 20 marca 2020

Fairy Tail — Ostrze nad anime #1


Hej wszystkim! 
Jakiś kilka dni temu skończyłam oglądać finałową serię Fairy Tail. Z tego względu postanowiłam z deka opowiedzieć o swoich przemyśleniach i o samym zakończeniu anime. Dodam jedynie, że nie czytałam mangi, więc nie mam do niej porównania. 

Uwaga, spoilery do finałowego arcu Fairy Tail. Czytasz na własną odpowiedzialność.


Zacznijmy od fabuły. 
Z początku podobał mi się pomysł na samą fabułę. Kolejna luźna bijatyko - komedia, którą można obejrzeć w wolnych chwilach. I nie powiem, aż do końca podobała mi się wszelka różnorodność w wydarzeniach, jednak miałam problem z bardzo ważną rzeczą. Fairy Tail różniło się z deka od Naruto tym, że nie posiadało Talk Jutsu, a Nakama Power. I to było fajniejsze w FT niż w Naruto. Bohaterowie  Wróżek przynajmniej załatwiali sprawy siłą, jak na shounena przystało, a nie tylko gadali, jak w Naruto (pamiętny arc z Painem </3). 
Szczerze mówiąc, nie do końca pamiętam całe Fairy Tail, bo oglądałam to z dużym odstępem w czasie, jednak do dzisiaj zapadł mi arc na wyspie Tenrou. Podobała mi się akcja na całej wyspie i sam egzamin na maga klasy S. Podobnie zresztą z Wielkim Turniejem Magicznym, gdzie poznaliśmy nowe postaci, z naprawdę zaskakująco dobrze rozwiniętymi charakterami (mowa o Stingu i Rogue'u).
Jak już powiedziałam, co mi się podobało, to przejdźmy w końcu do finałowego arcu. 
Zeref. Nie tego się spodziewałam po najpotężniejszym magu świata. Tak, to prawda, że Natsu był demonem stworzonym do zabicia Zerefa, ale przecież to nie on w końcu go zabił, prawda? Niestety, ale nie kupuję związku Zerefa i Mavis. Tak jakoś nie widzi mi się to. No i powstanie Augusta? Jak ktoś zdoła mi to jakoś logicznie wytłumaczyć, to postawię piwo lub kawę (wersja dla osób -18). No i walka z Acnologią. Jak zwykle Nakama Power górą, tak samo jak Fairy Tail, które przecież musi być w centrum uwagi (w końcu tytułowa gildia) i jako jedyna być w stanie pokonać Króla Smoków
Żeby jednak nie było tak negatywnie. Bardzo podobało mi się pojawienie Irene Belserion, czyli matki Erzy Scarlet. Jest to jedna z przyjemniejszych historii, jakie miałam przyjemność oglądać w całym tym anime. Podobnie zresztą, jak Acnologii, a raczej Króla Smoków, który przyjął to imię. Szczerze? Z chęcią obejrzałabym jakieś OVA poświęcone jedynie jego historii. Zauważyłam, że sporo negatywnych postaci miało dobrze rozwinięte charaktery, nie zostali również mocno spłaszczani, choć chęć destrukcji świata przez Zerefa była już nużąca. 
A teraz koniec serii i ostatni odcinek. Bardzo nie podobało mi się zakończenie, jeżeli chodzi o opowieść Lucy o tym, co stało się z jej przyjaciółmi. W sensie sprowadzenie zakończenia jedynie do romansów było dość średnie, choć nie powiem, cieszyłam się z niektórych informacji (Gajeel i Levy na zawsze w moim serduszku, tak samo i Erza z Jellalem). Po głębszym zastanowieniu stwierdzam jednak, że nie jestem w pełni zadowolona z tego, co zobaczyłam.

Plusem serii są niewątpliwie dobrze zbudowani bohaterowie, choć też nie wszyscy. Lubiłam główną drużynę Fairy Tail składającą się początkowo z Natsu, Lucy, Erzy i Gray'a, jednak to postacie poboczne przyciągnęły moją uwagę na tyle, że to tylko dla ich występów oglądałam co poniektóre odcinki. Stwierdzam też, że twórca poświęcał czasami zbyt mało uwagi niektórym gildiom, mimo tego, że były one jedynie dodatkiem do świata przedstawionego. Pomimo tego widać było, że starał się tchnąć prawdziwe życie w swoich bohaterów i nierzadko mu się to udawało. Postacie to też jeden z powodów, dla którego w ogóle miałam ochotę oglądać kolejnego długiego shounena zaraz po Naruto.

Ostatnią rzecz, na którą zwrócę uwagę, jest muzyka. Nie wiem dlaczego tak jest, ale wzruszałam się na FT właśnie tylko przez lecącą w tle muzykę. Mogła być to spokojna ballada, albo mocny utwór bitewny, a ja i tak potrafiłam ryczeć niczym małe dziecko. Oczywiście nie obędzie się bez linku do jednego z moich ulubionych utworów.

Podsumowując. Za dużo się z tego pewnie nie dowiedzieliście, ale chciałam napisać cokolwiek. Czy uważam czas spędzony przy oglądaniu Fairy Tail za czas stracony? Nie. Anime było oderwaniem od normalnego życia i traktowałam je naprawdę luźno. No i powodem jego obejrzenia było opowiadanie pewnej blogerki. Chciałam po prostu wiedzieć kim są poszczególne postacie.

Moja ocena finałowej serii: 6/10


czwartek, 20 lutego 2020

Narzekanie, Kontrola, urodziny — czyli Życie pod Ostrzem #1

Hej, hej, hejo. Szybki wstępniak. Ponarzekamy sobie na polski przemysł filmowy, opowiem o nowej miłości i wspomnę o moich urodzinkach. Zapraszam!


Abym mogła ponarzekać na polski przemysł filmowy, muszę zacząć od serialu internetowego, którego popularność rozniosła się na cały świat... A jest to serial stworzony przez młodziutką Polkę!
Oczywiście jest tu mowa o Kontroli, a jakżeby inaczej. Przyznam się szczerze, że o serialu dowiedziałam się dosłownie wczoraj, ale znając mnie powinniście już wiedzieć, że krótkie seriale potrafię pochłonąć w jeden dzień (czasami po kilka razy).

Kontrola to serial opowiadający o miłości dwóch kobiet. Nie jest to miłość łatwa, przyjemna i pełna wdzięku, ale naszpikowana wieloma przeszkodami. W sumie tak jak w życiu. Nie wierzę, aby nikt nigdy w życiu nie pokłócił się ze swoją drugą połówką. Według mnie serial pokazuje poniekąd realistyczną prawdę z życia, nie przez różowe okulary. O serialu mogłabym napisać naprawdę wiele, ale ze względu na dalszą część tego posta stwierdziłam, że nie wezmę go pod ostrze. Kto jest ciekawy całości, zapraszam tutaj ---> KONTROLA

Dobra, nie przedłużając. Do czego zmierzam. Chodzi mi tutaj o wielki potencjał, jaki Natasza Parzymies pokazała w swoim dziele. Genialne ujęcia, scenariusz bez zarzutu, muzyka, montaż. No i najważniejsze — obsada. Dobór aktorek do głównych ról jest naprawdę dobry. Widać duży potencjał i w Adzie Chlebickiej, i w Ewelinie Pankowskiej. Można się doczepić do kilku małych detali, ale przy tylu plusach... kto by na to patrzył. 

I na tym zakończmy, a przejdźmy do kolejnego punktu — narzekania. 
Moje narzekanie skupi się na polskim przemyśle filmowym, który w kwestii rozrywkowej mocno kuleje. Jak jeszcze kino artystyczne trzyma swój wysoki poziom, tak rozrywka stoi na tym samym od lat — ewentualnie zbliża się do depresji. Czy zauważyliście coś dziwnego w polskich komediach romantycznych? Cały czas przewijają się te same osoby. Osoby, które są uważane za świetnych aktorów, gdzie tak naprawdę nie można tego stwierdzić, gdyż grają one w jednych i tych samych produkcjach. Osobiście Karolak i Adamczyk są dla mnie aktorami tak niszowymi, że trzyma ich tylko nazwisko i "doświadczenie" w karierze. Mając pod ręką tylu wspaniałych, młodych aktorów, dlaczego twórcy nie ogłoszą castingu do swoich produkcji? Dlaczego obecnie patrzą jedynie na nazwiska lub powiązania ze sławnymi osobami? Jasne, rozumiem, że jakoś swój film trzeba wybić, aby było na niego wzięcie, ale czy nie lepiej czasami po prostu odpuścić i stworzyć coś, co naprawdę będzie dobrze się oglądało, a wieczne krzyki jednego i tego samego aktora nie będą już tak nużące?
Będąc w klasie filmowej oglądałam kilka/kilkanaście filmów artystycznych z polskiego podwórka. Z czystym sercem mogę polecić produkcje pokroju 7 Uczuć czy Plan B, choć grają tam w miarę znani aktorzy (którzy jednak mają sobą coś do zaprezentowania). 
Teraz pewnie mogłabym dostać odpowiedź "Ale Amerykanie robią tak samo!". No fakt, może i tak robią, ale mają do dyspozycji tysiące znanych aktorów, którzy nie są kiepscy. Aktorzy, którzy potrafią zagrać i w komedii, i w dramacie, i w horrorze, i w fantasy,  a jednocześnie każda z ich postaci się wyróżnia. W Polskich filmach tego nie odczuwam i to mnie boli. Wiem, że taki szary człowieczek, jak ja nie jest w stanie przemówić wielkim reżyserom do rozsądku, ale mogę mieć jedynie nadzieję, że kiedyś coś się zmieni i stara gwardia dopuści młodszych kolegów po fachu (byle tylko nie po znajomości...). 

A na koniec zostawiłam najlepsze. W niedzielę 16 lutego miałam swoje 20. urodziny. Nie mogę uwierzyć, że tak szybko to zleciało. Pamiętam swoje 18. urodziny, a tu już zmiana pierwszej cyferki... Na szczęście obchodziłam je wśród grona bliskich mi przyjaciół. Zostałam oblana szampanem, co prawda pod prysznicem, ale zostałam, dostałam cudowne książki i kubek w prezencie i miałam wokół siebie ludzi, z którymi chciałam spędzić te cudowne urodziny. Brakowało jedynie mamy, która do Krakowa nie mogła ze mną pojechać.

Dobra. Post jak zwykle chaotyczny, ale cóż na to poradzę? Taka jestem. Na sam koniec. Gdybyście chcieli szczegółowego posta na temat Kontroli, dajcie mi znać. Jestem w stanie to zrobić, a nawet z chęcią bym zrobiła szczegółową analizę pojedynczych odcinków (obejrzałam cały serial już 7 razy, a i teraz w tle leci mi 5. odcinek). 
Trzymajcie się cieplutko. Papatki!

CREATED BY
MAYAKO
CREDIT: ART